Coraz mniej w cenie biletu – airBaltic wprowadza nową taryfę ekonomiczną: „MINI”, w której pasażer nie może zabrać standardowego bagażu podręcznego. To kolejny przykład postępującego zubożenia serwisu w europejskim lotnictwie.
Nowa oferta dostępna jest wyłącznie w kanałach własnych przewoźnika i stanowi kolejny przykład postępującego ograniczania standardu podróży w klasie ekonomicznej. Jeszcze kilka lat temu możliwość przewozu walizki kabinowej była standardem nawet w podstawowych taryfach regularnych przewoźników. Dziś coraz więcej linii usuwa kolejne elementy podróży z ceny biletu, zamieniając je w płatne dodatki.
W przypadku ekonomicznej taryfy „MINI” pasażerowie mogą zabrać na pokład wyłącznie niewielki przedmiot osobisty o wymiarach 40 × 30 × 15 cm. Za większy bagaż kabinowy – nie wspominając już o bagażu rejestrowanym – trzeba dodatkowo zapłacić. Oznacza to dalsze zacieranie granicy pomiędzy airBaltic a segmentem niskokosztowym.
Łotewskie linie lotnicze choć przekonują, że nowa taryfa została przygotowana z myślą o pasażerach podróżujących „na lekko” oraz klientach szczególnie wrażliwych cenowo, to w praktyce jest to jednak kolejny etap rozdrabniania produktu lotniczego i oferowania coraz bardziej okrojonych taryf bazowych, których atrakcyjność często okazuje się iluzoryczna po doliczeniu podstawowych usług.
Wprowadzenie taryfy „MINI” wpisuje się w szerszy trend obserwowany na europejskim rynku. Podobne rozwiązania od lat stosują przewoźnicy niskokosztowi, a obecnie coraz częściej sięgają po nie również linie hybrydowe i tradycyjne, szukające dodatkowych przychodów pozabiletowych. Kilkanaście dni temu na podobny krok zdecydowała się
Lufthansa.